To o czym tutaj przeczytasz to kawałek mnie, bez frazesów, pięknego opisu tego że fotografia to moja pasja. Zbyt wiele razy to czytałem żeby móc karmić ludzi kolejnym takim tekstem. Może to błąd i marketingowo strzelam sobie w kolano ale jakoś nie bardzo mnie to interesuje, skoro oczekuję że wy otworzycie się przede mną ja chce wam oddać to samo.

Akt I – Introwertyzm

Jako dziecko miałem straszne problemy z nawiązywaniem kontaktów międzyludzkich. Byłem wycofany, wolałem obserwować niż brać udział w wydarzeniach. Jeżeli miałem coś robić wolałem działać sam niż w grupie. Można powiedzieć że byłem indywidualistą. Czy uważam to za wadę? Nie do końca. Wiele cech indywidualisty zostało mi do dnia dzisiejszego. Introwertyzm natomiast to idealny partner dla osób kreatywnych. Przynajmniej tak mi się kiedyś zdawało… Jako dziecko czy później nastolatek nie sądziłem że kiedyś mogę być inny. Takie życie mi pasowało.

Akt II – Sztuka

Jako młody chłopak wolałem rysować niż grać w piłkę, gdy moi rówieśnicy grali w gry ja eksperymentowałem z grafiką komputerową. Zawsze ten proces tworzenia, kreacji, sztuki był u mnie na pierwszym miejscu. Nie oszukujmy się, nie byłem i nie jestem nowym Caravaggiem – ja po prostu najwięcej radości czerpałem tworząc grafikę. Sam. Im więcej lat miałem, tym bardziej rosło moje przekonanie że to jest to co chcę robić do końca życia. Jednak problem z tworzeniem grafiki był jeden. To był sztuczny twór. Nie zrozumcie mnie źle. Grafika też może być sztuką jak każda inna dziedzina. Ale dla mnie brakowało w niej cząstki człowieczeństwa. Fascynowały mnie nieograniczone możliwości tworzenia, kreacji, budowania, jednak w pewien sposób było to wyprane z jakiś emocji. Wtedy nie potrafiłem tego określić. Czegoś mi brakowało lecz nigdy nie wiedziałem czego dokładnie. Odpowiedź jednak była banalna.

Akt III – Miłość

Po przeprowadzce na drugi koniec kraju, podjąłem pracę jako grafik komputerowy. Osiągnąłem cel który obrałem z czasów dzieciństwa. Pracowałem w tym w czym rozwijałem się od dawna. Miłość do grafiki nie malała, ale pojawiła się inna. Najważniejsza. Karolina – moja żona. W moim życiu nastąpiły ogromne zmiany. Z Introwertyka niewiele zostało, Karolina była motorem napędowym do moich zmian. Poznałem czym jest prawdziwa miłość, to jaką ma siłę. To jeszcze nie był ten moment w którym zrozumiałem czego brakowało mi w grafice, musiałem jeszcze do tego trochę dorosnąć. Z Karoliną przeprowadziliśmy się w jej rodzinne strony. Jej Tata i Brat mają firmę zajmującą się filmowaniem i fotografią ślubną. Karolina wpadła na pomysł bym dołączył do nich jako fotograf. Tak też się stało. Przepracowaliśmy razem dwa sezony. Lecz mój indywidualizm wygrał. Chciałem fotografować po swojemu. Otworzyłem swoją firmę. Wtedy zrozumiałem czego brakowało mi w grafice a co dawała mi fotografia ślubna. To Miłość – wasza miłość. Sztuka to coś więcej niż piękno. To emocje, to twór z krwi i kości – to wy. Wasza historia, wasz płacz, śmiech, stres, radość, ekscytacja. Dorosłem. Zrozumiałem co chcę w życiu robić, tak długo jak tylko pozwoli mi na to moje ciało.

Akt IV – Zakończenie

Wspomniałem na samym początku że wiele cech indywidualisty zostało mi do dnia dzisiejszego. To prawda. Dalej wolę pracować sam, Norberto Fiore to moja marka, sam wyznaczam swoje cele, swoje marzenia, swój kierunek. To co oglądacie to cząstka mnie w waszym świecie. Nie chcę być kolejnym fotografem który bierze zlecenia „zrobić i zapomnieć”. Chce pamiętać. Was, ten dzień, emocje, rodziny, przyjaciół, siebie z tego okresu i miłość. Kocham to co robię, bo robię to na własnych zasadach, w zgodzie ze sobą, z moim poczuciem estetyki i sztuki. Może inni nazwą to wyolbrzymianiem, bo jak fotografia ślubna może być sztuką? Dla mnie jest. Bo sztuka to miłość a miłość to wielka sztuka.

a jaka jest twoja historia?

Ciao. To o czym tutaj przeczytasz to kawałek mnie, bez frazesów, pięknego opisu tego że fotografia to moja pasja. Zbyt wiele razy to czytałem żeby móc karmić ludzi kolejnym takim tekstem. Może to błąd i marketingowo strzelam sobie w kolano ale jakoś nie bardzo mnie to interesuje, skoro oczekuję że wy otworzycie się przede mną ja chce wam oddać to samo.

Akt I – Introwertyzm

Jako dziecko miałem straszne problemy z nawiązywaniem kontaktów międzyludzkich. Byłem wycofany, wolałem obserwować niż brać udział w wydarzeniach. Jeżeli miałem coś robić wolałem działać sam niż w grupie. Można powiedzieć że byłem indywidualistą. Czy uważam to za wadę? Nie do końca. Wiele cech indywidualisty zostało mi do dnia dzisiejszego. Introwertyzm natomiast to idealny partner dla osób kreatywnych. Przynajmniej tak mi się kiedyś zdawało… Jako dziecko czy później nastolatek nie sądziłem że kiedyś mogę być inny. Takie życie mi pasowało.

Akt II – Sztuka

Jako młody chłopak wolałem rysować niż grać w piłkę, gdy moi rówieśnicy grali w gry ja eksperymentowałem z grafiką komputerową. Zawsze ten proces tworzenia, kreacji, sztuki był u mnie na pierwszym miejscu. Nie oszukujmy się, nie byłem i nie jestem nowym Caravaggiem – ja po prostu najwięcej radości czerpałem tworząc grafikę. Sam. Im więcej lat miałem, tym bardziej rosło moje przekonanie że to jest to co chcę robić do końca życia. Jednak problem z tworzeniem grafiki był jeden. To był sztuczny twór. Nie zrozumcie mnie źle. Grafika też może być sztuką jak każda inna dziedzina. Ale dla mnie brakowało w niej cząstki człowieczeństwa. Fascynowały mnie nieograniczone możliwości tworzenia, kreacji, budowania, jednak w pewien sposób było to wyprane z jakiś emocji. Wtedy nie potrafiłem tego określić. Czegoś mi brakowało lecz nigdy nie wiedziałem czego dokładnie. Odpowiedź była prosta.

Akt III – Miłość

Po przeprowadzce na drugi koniec kraju, podjąłem pracę jako grafik komputerowy. Osiągnąłem cel który obrałem z czasów dzieciństwa. Pracowałem w tym w czym rozwijałem się od dawna. Miłość do grafiki nie malała, ale pojawiła się inna. Najważniejsza. Karolina – moja żona. W moim życiu nastąpiły ogromne zmiany. Z Introwertyka niewiele zostało, Karolina była motorem napędowym do moich zmian. Poznałem czym jest prawdziwa miłość, to jaką ma siłę. To jeszcze nie był ten moment w którym zrozumiałem czego brakowało mi w grafice, musiałem jeszcze do tego trochę dorosnąć. Z Karoliną przeprowadziliśmy się w jej rodzinne strony. Jej Tata i Brat mają firmę zajmującą się filmowaniem i fotografią ślubną. Karolina wpadła na pomysł bym dołączył do nich jako fotograf. Tak też się stało. Przepracowaliśmy razem dwa sezony. Lecz mój indywidualizm wygrał. Chciałem fotografować po swojemu. Otworzyłem swoją firmę. Wtedy zrozumiałem czego brakowało mi w grafice a co dawała mi fotografia ślubna. To Miłość – wasza miłość. Sztuka to coś więcej niż piękno. To emocje, to twór z krwi i kości – to wy. Wasza historia, wasz płacz, śmiech, stres, radość, ekscytacja. Dorosłem. Zrozumiałem co chcę w życiu robić, tak długo jak tylko pozwoli mi na to moje ciało.

Akt IV – Zakończenie

Wspomniałem na samym początku że wiele cech indywidualisty zostało mi do dnia dzisiejszego. To prawda. Dalej wolę pracować sam, Norberto Fiore to moja marka, sam wyznaczam swoje cele, swoje marzenia, swój kierunek. To co oglądacie to cząstka mnie w waszym świecie. Nie chcę być kolejnym fotografem który bierze zlecenia „zrobić i zapomnieć”. Chce pamiętać. Was, ten dzień, emocje, rodziny, przyjaciół, siebie, miłość. Kocham to co robię, bo robię to na własnych zasadach, w zgodzie ze sobą, z moim poczuciem estetyki i sztuki. Może inni nazwą to wyolbrzymianiem, bo jak fotografia ślubna może być sztuką? Dla mnie jest. Bo sztuka to miłość a miłość to wielka sztuka.

And what about you?